Witajcie!
Od poprzedniego posta minął miesiąc. Zakładając tego bloga założyłem sobie, że nie będzie to strona "niedzielnych wpisów". Problemem okazał się czas. Oczywiście można sobie tłumaczyć, że coś wypadło, że samemu się chorowało, że to że tamto… Tak na marginesie - nie pamiętam swojego ostatniego usprawiedliwienia, ale dobrze pamiętam usprawiedliwienia swoich współpracowników. Zawsze ceniłem sobie kreatywność, ale w tej jednej kwestii byłem stanowczy i przyświecała mi zasada: "no excuses!". Na tłumaczenia odpowiadałem jednym słowem: "O-rga-ni-za-cja!". Wszyscy wiedzieli co to oznacza - stanąć na głowie, zapisywać w dziennikach listę priorytetów każdego dnia, gdzie na pierwszym miejscu były obowiązki firmowe, później zaś - podporządkowane im pozostałe rzeczy, czyli cała prywata. Mało kto to lubił. W zasadzie nikt tego nie lubił, ale firma pracowała jak lokomotywa a efekty przychodziły same, co cieszyło wszystkich - szczególnie tych, których piliłem.
Bycie ojcem to także praca! Z racji tego, że Ada śpi z nami początek dnia zaczynał się wtedy, gdy ona się budziła. I tak wyobraźcie sobie obrazek: śpicie a tutaj PLASK! dostajecie kopniaka w twarz. Jesteście wyrwani ze snu; poruszacie się mozolnie nie otwierając oczu a tutaj trzeba zmienić pieluchę, przygotować jedzenie, znaleźć ubranko… I tak rozkręcałem się do południa.
Przez 6 miesięcy zdziadziałem.
Zdałem sobie sprawę, że nic nie udało mi się zrobić z tego, co sobie obiecałem poprzedniego dnia… Obiecywałem… Ładne słowo:) Należało wrócić do korzeni. Podstawa są żelazne zasady:
1. Początek dnia wyznaczasz Ty sam, nie Twoje dziecko.
Nieprawdą jest, że bez budzika się nie da wstać przed dzieckiem. Można - masz partnerkę/żonę obok - jeśli Ty nie dasz rady ona z pewnością Ci pomoże. Kwestia chęci. Jeśli to jest pół godziny - możesz wtedy mieć czas tylko dla siebie.
2. Zrób krótką rozgrzewkę.
Można zacząć od jogi, pompek, przysiadów, burpees… cokolwiek. 10 minut porannego wysiłku to niewiele ale odpowiednio pobudza krążenie, rozciąga mięśnie, rozgrzewa stawy i dodaje energii dzięki czemu Twoje ciało i umysł działają sprawniej.
3. Ogarnij się.
Jeśli nie uległeś potrzebie zapuszczania brody ogól się, weź krótki prysznic, ubierz się w czyste ubranie, nie wyglądaj jak lump przy swoim dziecku. Jeśli zamierzasz chodzić cały dzień po mieszkaniu w naciągniętym dresie i nie przygotowujesz się do walki o obronę pasa mistrzowskiego konfederacji WBC to nic Cię nie usprawiedliwia.
4. Zjedz śniadanie.
Nie mam tutaj na myśli płatków kukurydzianych zalanych mlekiem. Zjedz coś pożywnego, co da Ci energię na nadchodzący czas, nie zapomnij o owocach, odpowiedniej ilości białka i węglach prostych. Jego przygotowanie nie trwa długo, a procentuje przez cały dzień.
5. Spędzaj z dzieckiem czas efektywnie.
Odłóż smartfon, tablet, wyłącz komp czy telewizor. Więcej dasz dziecku spędzając z nim czas w sposób interaktywny nie będąc pasywnym opiekunem. Pamiętaj - bycie ojcem to nie praca na etacie, ale wysiłek mierzony zaangażowaniem.
6. Naucz się odpoczywać.
Gdy dziecko zaśnie i Ty połóż się przy nim. Twoje ciało też potrzebuje czasu na regenerację a nie ma nic lepszego niż sen. Nie musisz od razu sprawdzać poczty czy siedzieć na portalu społecznościowym.
7. Bądź systematyczny i dbaj o porządek.
Gwarantuję Ci, że to tylko się opłaci. Przy dziecku lepiej mieć możliwie jak największy porządek - dzięki temu nie będziesz nerwowo szukać smoczków, butelek itp.
8. Dbaj o rytm dnia.
Dziecko ma swój rytm - jeśli zadbasz o tę rutynę będziesz mieć więcej czasu dla siebie i dla dziecka.
9. Zapisuj swoje zadania i założenia w 1 miejscu.
Przy maluchu zawsze dojdzie "coś jeszcze" a dzięki liście obowiązków niczego nie przeoczysz.
10. Gdy maluch zaśnie przygotuj rzeczy na następny dzień.
Zapewniam Cię - początek dnia następnego będzie wyglądać znacznie lepiej:)
To moja subiektywna lista 10 najważniejszych zasad. Niby błahe, ale by dojść do tego straciłem pół roku. Najważniejsze w tym wszystkim to jednak k
onsekwencja. Nie chodzi o to by się całkowicie zafiksować, ale o to by codzienne obowiązki Ciebie nie przytłoczyły, zwłaszcza, że Twój maluch rośnie i każdego dnia uczy się czegoś nowego. Z czasem staje się on coraz bardziej wymagający, więc im szybciej Ty wypracujesz sobie nawyki, tym łatwiej będzie potem.
W moim przypadku to się sprawdza. Acha, zapomniałem dodać - moja sylwetka wygląda lepiej niż wtedy, gdy chodziłem na siłownię.
Jeśli macie jakieś swoje patenty wpiszcie je w komentarzach. Chętnie dowiem się jak Wy - młodzi ojcowie, radzicie sobie z codziennością.
Pozdrawiam
D.